|
ok, dziś jestem naprawdę zmęczony, więc całe zamieszanie (?) związane z tegorocznym sikaczem rozegralem w domu w towarzystwie jednej butelki, mini bagietki i Presidenta z zielonym pieprzem. Na drugim planie migali Betty Suarez, Liz Lemon i Bree van de Kamp Hodge. I nie wiem, czy ja taki zmęczony jestem, że mi sie rzuca na zmysły, czy ów sikacz był całkiem przyzwoity. Pomimo posmaku siarczanej zapalki ;) from Sarah with love 2009-11-20 00:32:10 skomentuj (1) miałem małą przerwę w czytaniu Kobiet i władzy, ale już nadrabiam zaległości. mały cytacik, który mnie baaaardzo rozbawił: Jeśli chodzi o LPR, to stosunek członków tej męskiej partii do kobiet jest zupełnie nieznany. Partia ta zawsze była zainteresowana głównie homoseksualistami oraz Matką Boską, więc trudno jej jakiś stosunek do płci przeciwnej przypisać. Magdalena Środa Kobiety i władza Oczyma duszy widzę np. takie CV Bosaka, bądź Wierzejskiego, gdzie w rubryce ZAINTERESOWANIA widnieją właśnie geje i Najświętsza Panienka :) from Sarah with love 2009-11-17 07:21:39 skomentuj (1) Złamię się i w koncu napisze o dziwnym tworze zwanym Lady Gaga. Z jednej strony należy ją podziwiać i jej wejście na (ahem) wyżyny w tak krótkim czasie, ale z drugiej strony laska jak dla mnie jest bardzo sztucznym tworem o bardzo syntetycznym posmaku. Najnowszy singiel w sumie nie zmienia mojego nastawienia, ale nie mogę nie docenic klipu, a raczej kostiumow, które sie w nim pojawiają. Pierwsze skrzypce na liscie plac (credits) gra Alexander McQueen (i jego buty wazony, którymi juz zachwycałem się u botak) i chwala mu za to :)
from Sarah with love 2009-11-14 13:00:08 skomentuj (6) straszliwie mnie wkurwia postawa naszego rządu, który woli się płaszczyć na forum miedzynarodowym i skamleć o jakieś szczególne warunki w walce ze zmianami klimatycznymi (w końcu jestesmy narodem najwybrańszym i dlatego NAM SIĘ NALEŻY), zamiast szukać konstruktywnych sposobów na walkę z owymi zmianami. Tusk & co. sprawiają wrażenie półmózgów, według których klimat jest czymś w rodzaju organizacji, na której zrobi wrażenie tłumaczenie, że zawsze bylismy biedni, a do tego wciśnięci między Ruskich i Niemców, więc nas należy traktować inaczej. Reszta świata może się spalić, uschnąć, lub dla odmiany utopić, ale my nie. Bo my jesteśmy biedni i klimat nas oszczędzi. wrrrr. from Sarah with love 2009-11-11 22:33:02 skomentuj (0)
/od dziwo courtesy of były naszyczony/ from Sarah with love 2009-11-06 15:34:04 skomentuj (1)
Well, fame costs. And right here is where you start paying - in sweat!
uch, straszny dylemat, wręcz wybór Zofii: Iść do kina na nową wersję Fame, czy nie iść? Z jednej strony strasznie się boję, że będzie to żena stargetowana na wielbicielach High School Musical (albo niedajbuk na polskich Tancerzach), która nie dorośnie do pięt ani filmowi Parkera, ani serialowi, który co prawda był słabszy od filmu, ale przynajmniej był co tydzień w telewizji i jest jednym z fajniejszych wspomnień mojego dzieciństwa. Ale z drugiej strony taniec i sposób krecenia filmow muzycznych poszły dziś bardzo do przodu i w sumie bardzo mnie korci, żeby jednak obejrzeć. Ale jest tu ryzyko, że nawet jeżeli bedzie to sprawnie nakręcone, to będzie rzygawicznie słodkim cukiereczkiem, podczas gdy film Parkera był dosyć mroczną (i chyba bardziej prawdopodobną) wizją wchodzenia młodych artystów w świat showbizu, gdzie ich naiwne marzenia idą w drobny mak. Pewnie się jeszcze powaham, a potem - jak znam zycie - pójdę ;) a na razie dwa filmiki z przeszłości: jakby nie patrzeć symbol kina muzycznego lat 80tych i czołówka, której w dziecięctwie chyba nigdy nie przegapiłem ;) from Sarah with love 2009-11-06 11:00:19 skomentuj (0) z okazji urodzin zwiekszył mi sie stan posiadania, a nawet bagaż życiowy :) teraz pozostaje mi tylko delektowanie się, co też nieśmiało czynię. Nieśmiało, bo rozbabrana prmgr na mnie łypie zazdrośnie. W poniedziałek połknąłem Cukiereczka, książeczkę Diablo Cody (nagrodzonej Oscarem scenarzystki Juno), która jest swoistym podsumowaniem jej rocznej kariery w szeroko rozumianym pornobiznesie. W ciągu roku Diablo zdążyła być tancerką erotyczną (ale w tej mniej romantycznej wersji, znaczy się full frontal i to z ginekologiczną precyzją), gwiazdą peep show oraz mistrzynią sex telefonu. Wyszła z tego całkiem zabawna książeczka, nie żeby jakas bardzo głęboka, ale czyta się fajnie pomimo dosyc topornego tłumaczenia i małego zgrzytu - czasem można odnieść wrażenie, że Diablo bardzo na siłę próbuje podkreślić, jaka to była czysta i niewinna pomimo wykonywanego zawodu, czego wyrazem miało być ogromne obrzydzenie do erekcji i innych wytrysków. No heloł, jeżeli laska wykonuje goracy lap dance, to nie powinna być zdziwiona, że klient nagle sztywnieje, a jeżeli masturbuje się na oczach klientach, to niech sie nie dziwi, że on robi to samo z drugiej strony szyby. We wtorek w ramach urodzin byłem zabrany na koncert do Fabryki trzciny. Wstyd się przyznać, ale to mój pierwszy raz w tym przybytku, który bardzo mi sie spodobał wizualnie i dużo mniej logistyczno-organizacyjnie (absurdalny labirynt + ceny z dupy -> duży żywiec i herbata z rumem za 30 zybli?). Sam koncert bardzo udany i częściowo zaskakujący. Na pierwszy ogień radośni chłopcy z Dick4Dick. Nie znam ich ostatniej płyty, ale wcześniejsze dokonania mam całkiem solidnie obcykane, więc było miło, a do tego najprzystojniejszy z wszystkich dicków pomykał ubrany li i jedynie w postrzępione legginsy. Potem było kompletne zaskoczenie, bo o ile Gaba Kulka z płyty kompletnie do mnie nie trafiła, o tyle na żywo pełen zachwyt (chociaż na stan zachwytu mógł też wpłynąć uroczo misiowaty gitarzysta i jego kolega z basem). Kupiła mnie kompletnie fantastycznie zaspiewanym Na pierwszy znak, gdzie zaczęła w klasycznej konwencji a la Ordonka czy inna Smosarska, a skonczyła z impetem Tori Amos. I tu może jestem trochę niekonsekwentny, bo w sumie mój główny zarzut w stosunku do Gaby wynika z tego, że ona śpiewa tysiącem głosów (z czego w wiekszości przypadków da się zlokalizować źródło inspiracji), ale ja cały czas nie wiem, który z tych głosów jest jej własnym, niemniej na żywo to mi kompletnie nie przeszkadzało. Bardzo dobry występ, chętnie sie jeszcze z Gabą spotkam. Na deser został śpiewający Czesław. Ponad rok temu widziałem go na żywo w CSW, ale od tamtej pory on zgarnął sporo różnych nagród i trochę sie obawiałem, że zobaczymy zblazowanego gwiazdora, któremu sodówka wycieka uszami. Na szczęście nic takiego sie nie zdarzyło, za to zdarzył się znakomity koncert z rozszerzonym składem, nowymi piosenkami i nowym perkusista, który wyglądał jak dziecko panów z Metalliki, co jednak nie przeszkadzało mu w graniu na słodkich dzwoneczkach :) Po takim wieczorze wróciłem do domu z wielkim bananem na twarzy i głową pełną wrażeń, co przełożyło sie na niemozność zaśnięcia i spektakularne zaspanie dziś rano :) Dziś za to złapałem sie wreszcie za radziecki obiekt kultu z dwoma polskimi akcentami. Dzielo to Ironia losu, a w roli akcentów wystapiły: Barbara Brylska oraz polskie meble :) Film, pomimo solidnego metrażu (ponad 3 godziny), jest zachwycający i idealnie oddaje słowiańskie klimaty, gdzie śmiech jest melancholijny, a smutek całkiem wesoly. Niespodzianką były piosenki, których jest w tym filmie całkiem sporo, a ktore Brylska śpiewa głosem Ałły Pugaczowej (a przynajmniej tak twierdzi Simą, ja tam się nie znam, a Ałły nie było w napisach). No ale skoro nawet całkiem współcześnie Penelope Cruz może śpiewać głosem Estrelli Morente, to nie należy sie czepiać Brylskiej. Kupiłem kiedys matrix jej autobiografię, więc pewnie sobie doczytam, skąd ona sie wzięła w tym filmie. A na razie mam wielką ochotę na wyprawę do Petersburga, na bardzo śnieżną zimę i na kieliszek Игристое. Niestety chyba tylko to ostatnie jest prawdopodobne :/ * * * Wspomnę jeszcze, że wśród pozostałych prezentów jest m.in. rocznik (a nawet dwurocznik) z początków Fistaszków, a konkretnie zbiór wszystkich komiksów z lat 53-54, który w pierwszej chwili mnie zachwycił, ale chwile później przeraził, bo już na szóstej stronie zawarł całą istotę moich stosunków międzyludzkich w jednym, czteroobrazkowym paseczku. Straszne :) from Sarah with love 2009-11-05 00:30:05 skomentuj (0)
z dedykacją dla em :)
from Sarah with love 2009-11-03 19:23:14 skomentuj (3)
takiego to uroczego związku frazeologicznego nauczyłem sie w dzisiejszym odcinku DespHałsów* from Sarah with love 2009-11-02 15:51:09 skomentuj (0) wczoraj na nowym Świecie zaczepił mnie jakiś miły człowiek i zaproponował mi wspólną wizytę w bramie. "Tak na kilka minut" oraz "zapłacimy kilkadziesiąt złotych za fatygę". I tak się od wczoraj zastanawiam, czy widać po mnie niedobór na koncie, czy może jednak mam kurestwo wypisane na twarzy ;) from Sarah with love 2009-10-28 23:16:14 skomentuj (6)
from Sarah with love 2009-10-26 06:32:17 skomentuj (2) /courtesy of mahler/ byc moze nie do każdego trafi to poczucie humoru, ale zalecam doczekanie do wielkiego finalu. Koncowka jest genialna :) from Sarah with love 2009-10-24 13:31:44 skomentuj (1) W XI-wiecznym Decretum Burcharda z Brabancji, które kodyfikuje moralność seksualną, a właściwie podaje buchalteryjny przelicznik grzechów seksualnych na formy pokuty, czytamy o koniecznym normowaniu takich zachowań jak: połykanie spermy (pokuta - siedem lat abstynencji), jedzenie chleba wyrabianego na nagich pośladkach żony (co dawało ponoć rodzaj afrodyzjaku - dwa lata abstynencji), jedzenie ryby duszonej na jej płci (cztery lata abstynencji); spożywanie krwi menstruacyjnej (pięć lat abstynencji), wreszcie sodomia, pozbawianie dziewictwa, zgwałcenie krewniaczki i wiele innych, których wymienić nie śmiałby duchowny już trzysta lat później. Magdalena Środa Kobiety i władza Niepokojaca ta wizja z duszonymi rybami... ;) from Sarah with love 2009-10-23 20:41:24 skomentuj (3) w drugi weekend festiwalu obejrzałem tylko dwa filmy, z czego jeden w trybie zabawnym, a drugi w trybie przygodowym. Krzyk mody Film, który wielu widzów zirytował/znudził/zmęczył, mnie strasznie rozbawił i tu nastapiła zależność wprost proporcjonalna, im bardziej mi sie podobał, tym wiecej osób wychodzilo z sali :) Film wyszedł spod ręki Sally Potter, którą dożywotnio bedę wielbił za Orlando, jednak Krzyk mody jest z kompletnie innej bajki. Widzimy kulisy powstawania pewnego pechowego pokazu mody, chociaż może kulisy to trochę za duże słowo, ponieważ film składa się z mikrodialogów, a właściwie monologów granych do kamery na jednokolorowym tle. Taki trochę pokój zwierzeń z Big Brothera. W kazdym razie w tłumie postaci mamy wszystkich uczestników takiej imprezy - od projektanta po szwaczkę i od właściciela domu mody po dostawcę pizzy, który łapie fuchę na pokazie, co jest początkiem serii bardzo niefortunnych zdarzeń. Lista płac jest imponująca: m.in. Judi Dench, Dianne Wiest, Adriana Barraza, Jude Law, John Leguizamo, Steve Buscemi oraz ładne nowe twarze jak np. Lily Cole (na zdjęciach z The Imaginarium of Doctor Parnassus wyglada bosko, przypomina mi Mirandę Richardson), czy David Oyelowo. Każde z nich wykonuje swój monolog, prezentując swoje umiejętności w stanie czystym - jest tylko aktor i widz i żadnych przeszkadzaczy, czy wspomagaczy. Ciekawy eksperyment, moim zdaniem udany, ale biorąc pod uwagę exodus publiczności, nikogo nie bedę namawiał do oglądania (chociaż film już wisi w sieci ;) ). Samson i Dalila Ten film oglądałem z przygodami, bo kompletnie popieprzyły mi się godziny i przekonany o tym, że film rusza o 18:30, byłem mocno rozczarowany, kiedy po 15 odkryłem, że film zaczął się o 14. Ale odkryłem też, że będzie jeszcze jeden pokaz, o 21. Pomimo złowieszczych zapowiedzi cynicznej em pojechałem i spróbowałem dostać sie do kina na nieważnym bilecie i... udało mi się :) Nawet nie musiałem jakoś wyjątkowo skamleć, po prostu powiedziałem w czym rzecz, a miły chłopiec wpuścił mnie do środka :) Film wyszedł spod reki aborygeńskiego reżysera i opowiada historie dwojga dzieciaków, które żyją w oderwaniu zarówno od swoich korzeni, jak i od cywilizacji białych ludzi. Teoretycznie temat mocno wyeksploatowany (nie tylko w kinie - pamietacie teledysk Davida Bowie do Let's Dance?), jedyne co można uznać za nowy element, to egzotyczna dla Europjeczyków sceneria, a jednak film oglądał się świetnie, często zaskakiwał, kilka razy rozbawił. Kawał solidnego kina, do tego niemalże niemego, bo zdecydowanie ważniejsze sa tu obrazy, niż szczątkowe dialogi. A strona wizualna naprawdę zachwyca, czego dowodem może być Złota Kamera, którą nagrodzono ten film na ostatnim festiwalu w Cannes. Dla mnie małym bonusem były dobrze mi znane obrazki z Alice Springs, bo właśnie tam udają się nasi bohaterowie, próbując znaleźć miejsce w białym świecie. Zupełnie inaczej ogląda sie film znając miejsce, w którym toczy sie akcja. Zwłaszcza, że sam widziałem byłem tłumy Aborygenów po prostu siedzących na trawnikach i... patrzących przed siebie. Wyglądalo to tak, jakby siedzieli tam od zawsze, a miasto po prostu wyrosło wokół nich.
* * *
Rasumując...Gdybym miał oceniać filmy w skali pieciogwiazdkowej (fejsbukowy nawyk), to wyglądałoby to następująco: Metropia ***** Samson i Dalila ***** Nagi urzędnik ***** Krzyk mody ****" Ostatnie dni Emmy Blank **** Zabiłem moja matkę ***" Anglik w Nowym Jorku ***" Car ***" Witajcie w życiu ***" Eszterhazy ***" Oczy szeroko otwarte *** Transmisja **" (cudzysłów to pół gwiazdki) czyli całkiem nieźle, choć oczywiście żaden z wybranych przeze mnie filmów nawet sie nie otarł o nagrody. Nihil novi :) A w najbliższy weekend trzy różne przeglądy filmowe + kolejny spektakl w ramach Spotkań Teatrów Narodowych, a ja grzecznie posiedzę w domu, bo przecież już dawno wydałem kasę, którą dopiero będę zarabiał w listopadzie, grudniu i styczniu :/ ehhh from Sarah with love 2009-10-21 18:30:19 skomentuj (0) Jako żywo Pratchett wyrocznią jest i basta. W zeszłym roku cytowałem fragment o tym, jak to koty udomowiły człowieka. I to był cytat z takiej żartobliwej książeczki pod tytułem Kot w stanie czystym. A w niedawnym Newsweeku opisano badania nad historią udomowienia kota i co tam czytamy? Nie dość, że koty znakomicie przystosowały się do życia z ludźmi, to jeszcze nauczyły się wykorzystywać nasze słabości. Czynią to na poziomie, którego zupełnie sobie nie uświadamiamy – wykorzystując nasz instynkt do opiekowania się dziećmi. Koty potrafią mruczeć na dwa sposoby. Jeden z nich to przymilne mruczenie zadowolonego i sytego zwierzaka. Zazwyczaj jest ono dla nas bardzo przyjemne, a kot raczy nas nim, kiedy jest głaskany albo drapany za uchem. Gorzej jednak, kiedy poczuje się głodny. Wtedy jego mruczenie przybiera zupełnie inny ton, a człowiek zaczyna odczuwać je jako nieprzyjemne i natychmiast idzie napełnić kocie miski. Dlaczego tak się dzieje, odkryła psycholog Karen McComb z uniwersytetu w Sussex, która badała częstotliwość kociego mruczenia. Okazało się, że to specyficzne mruczenie głodnego kota ma bardzo podobną częstotliwość do płaczu niemowlęcia. Kot tym samym oddziałuje na naszą podświadomość, budząc instynkt niesienia pomocy ludzkiemu maluchowi. Małe manipulatory :) a poza tym okazuje się, że kotom niby-domowym znacznie bliżej do dzikich zwierząt, niż do tych już udomowionych, z nudnym psem na czele. No ale nie ma sie co dziwić: Jak uważają badacze, w przypadku kota droga do pełnego udomowienia jest jeszcze daleka. Współczesny kot domowy jest produktem 11 milionów lat naturalnej selekcji w świecie, w którym człowiek jeszcze nie istniał, i tylko 12 tysięcy lat przystosowania do świata rządzonego przez człowieka. (...) Człowiek zaczął kontrolować rozmnażanie kotów i kształtować pierwsze współczesne rasy dopiero około 200 lat temu. Dla porównania, psy zaczęły być krzyżowane przez ludzi już w neolicie, około 5 tys. lat p.n.e. Wtedy powstała prarasa zwana psem torfowym, którego szczątki odnajdywane są przez archeologów przy neolitycznych siedzibach ludzkich. Sztuczna selekcja psów trwa więc już 7 tys. lat. Pewnie dlatego wolę koty. Kręci mnie ten mały pierwiastek wielkiej dzikiej bestii ;) from Sarah with love 2009-10-21 16:58:00 skomentuj (3) ok, nie dziwi mnie to, że mój telefon nie zna słów typu zajebiście, choć troszke mnie dziwi, że z uporem maniaka proponuje mi w zastępstwie słowo: zalecipie (wtf?) ale żeby nie znał staropolskiej kurwy i zamiast niej proponowal kuszę, to mnie dziwi bardzo. from Sarah with love 2009-10-18 15:30:37 skomentuj (0) idę do biblioteki, żeby oddać ostatnia pożyczoną książkę i po drodze matruję pod nosem: niemogęnicwypożyczycniemogęnicwypożyczyćniemogęnicwypożyczyć w koncu to moje cholerne prmgr samo się nie zrobi. I tak sobie idę i mantruję, wchodzę i matruję, oddaję książkę i mantruję, wychodzę i mantruję i... mam w ręku trzy pozycje: nowego McCarthy'ego, nową Środę i wznowienie Boskiego Juliusza Bocheńskiego. it's beyond my control... from Sarah with love 2009-10-17 02:27:29 skomentuj (0)
(...)
można, można, jednak można" dziś w planach był nieszczęsny quasi dokument o Amwayu, w który od bodajże 15 lat próbuje oficjalnie ujrzeć światło dzienne (a raczej byc w owym swietle pokazanym) i ciągle mu sie nie udaje. Tak samo było i tym razem, kiedy niemalże w ostatniej chwili doprowadzono do wycofania go z programu festiwalu opierając się o różne wyroki (ponoć wieloznaczne) i WOGLE. na szczęście jest internet, a w nim jutub, a w nim cały film Witajcie w życiu. Nie powiem, żeby mnie zszokował, zaskoczył, czy wbił w ziemię. Niemniej warto go było zobaczyć, chociażby dla tej sceny: :) from Sarah with love 2009-10-14 22:52:49 skomentuj (4) Raczkowski ofkors
from Sarah with love 2009-10-14 01:39:29 skomentuj (0) a skoro jesteśmy przy romantycznych komisjach wojskowych, to wspomniana niżej scena z Hair: ... oraz z Across the Universe: learn Fench or die, kids :) from Sarah with love 2009-10-14 00:18:44 skomentuj (0) MMII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMIII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMIV I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMV I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMVI I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMVII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMVIII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMIX I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
|