|
po komisyjnym i dokładnym zbadaniu materiałów dowodowych nie jestem już taki pewien czy Ulica Sezamkowa jest wciąż skierowana do dzieci czy może jednak producent walczy o target gejowski ;) Kilka przykładów:
oraz dwa niezbite dowody:
niezbitość wynika z tego, że żaden gej nie może przejść obojętnym obok takich cudów, a jeśli przechodzi, znaczy się nie jest gejem i tylko udaje. ot co :) from Sarah with love 2012-01-08 23:06:30 skomentuj (3) w sumie to nie są mi znane gusta muzyczne mojej bratowej (v 2.0), więc nie powinno mnie dziwić, że dziś z pewną taką agresją zmieniła stację w samochodowych radiu, kiedy pojawiła się tam Adele ze swoim Someone Like You. Wydawało mi się, że to taki raczej easy-listening, ale być może jak ktoś woli nieskomplikowane umpa-umpa, to taka nastrojowa Adelka wywołuje irytację. Zresztą to nieistotne, istotny jest fakt, że w tym momencie Gabrysia podjęła temat i dośpiewała Adele do końca. Oczywiście śpiewała łamanym norweskim, ale poleciała całą linia melodyczna, zarówno refrenu, jak i zwrotki. Nie wiem po kim to dziecko przejęło gust muzyczny, ale skłonny jestem podejrzewać, że po chrzestnym :D a nad norweskim jeszcze popracujemy :) from Sarah with love 2012-01-08 22:12:03 skomentuj (2)
/courtesy of em/ from Sarah with love 2012-01-01 19:31:00 skomentuj (0) święta na wyjeździe były dobrą zabawą, pomimo tego, że nie było ani grama śniegu (za to było całkiem sporo deszczu); Spała to generalnie odludzie, które na pewno w lecie jest przefajne, ale zimą jest raczej słabo; średnia wieku współuczestników oscylowała w granicach 120 lat, a i tak była przez nas solidnie zaniżona ;) * * * trochę sie stresowałem dojazdem, bo wylądowalem w samochodzie z bratową nr 2 i jej rodzicami, których znam ledwo co. Na szczęście państwo teściowie już po 5 minutach wyjęli po piwku dla każdego (z wyjątkiem kierowczyni), lody zostały przełamane (a nawet przepite), a do Spały dojechalismy w trybie "wesoły autobus" ;) * * * zresztą sam wyjazd był dla mnie troche trudny do zaakceptowania, bo mnie do dziś męczy koncepcja sklepów czynnych w niedzielę i tych biednych ludzi przymuszanych do pracy w czasie, kiedy mogliby zająć się rodziną, a tu sam jechałem w trybie "panicz płaci i wymaga". Myślę, że ta cała obsługująca nas ekipa wolałaby ten czas spędzić w domu. Ot takie lewackie refleksje na temat świąt. * * * Rozrywki zapewnione przez hotel ograniczały sie do piłkarzykow, ping ponga i bilarda. Wszystkie trzy przećwiczyłem z zapałem Patsy Stone wciagającej talk kosmetyczny, ale tylko w piłkarzyki nie dałem się ograć :) Do tego mieliśmy kilka gier planszowych i o ile program Kocham cię Polsko budzi we mnie agresję, o tyle wersja planszowa była bardzo fajna. Oczywiście w duecie z matrix ograliśmy całe towarzystwo, ale uczciwie muszę przyznać, że spektakularnie dawałem dupy w kategorii "polskie piosenki". oj. * * * Lekturą przewodnią była książka Żywoty zwierząt Coetzee'go, która była miłą niespodzianką (do tej pory jego pisarstwo kompletnie do mnie nie trafiało), dającą pożywkę dla myśli (chodzi o relacje ludzi i zwierząt) i listę książek do przeczytania. Ale najpierw przeczytam pierdyliard tych książek, ktore mam już na stanie. * * * Wróciłem z lekkim fochem na mojego brata, który dwa razy uznał, że mu sie wpierdalam w kompetencje rodzica. Za kazdym razem chodziło o jakieś złe/głupie zachowanie dzieci, na które brat w ogóle nie zwracał uwagi, ale kiedy zwróciłem im uwagę, to ja dostałem od niego po łapkach, że przeciez one mają ojca i co się czepiam. Ok, przy nastepnej okazji, kiedy będzie iść na jakąś imprezę i potrzebny bedzie ktoś do opieki nad dzieciakami, to mu przypomnę, że przecież dzieci mają ojca. Taki będę złośliwy! ;) * * * a propos dzieci (i brata) - pierwszej nocy gwiazdą została Gabrysia wrzeszcząca wśród nocnej ciszy przez pół hotelu: Kubaaaa, tata pyta cy pijes cystą, cy drinka? * * * Ponieważ Święta były rozrywkowe, w Sylwestra zamierzam zalec pod kołdrą i zamknąć ten fatalny rok tak samo, jak go zacząłem. A od pierwszego stycznia ma być supercrazysexycool, czego i Wam zyczę :) from Sarah with love 2011-12-29 18:33:02 skomentuj (2)
from Sarah with love 2011-12-23 11:54:44 skomentuj (0) Nie wiem, czym jest powodzenie w miłości, lecz wiem jedno: że nie ma miłosnej porażki. Jest w tym pewna sprzeczność. Samo odczuwanie miłości jest już triumfem tak wielkim, że można by sobie zadać pytani, po co chcieć więcej. Amelie Nothomb Podróż zimowa
być może to moja pazerność, ale jakoś nie czuję sie wygrany i jednak chcę/chciałem wiecej :/ from Sarah with love 2011-12-22 12:31:18 skomentuj (0) Każda religia, jak każda ideologia, potrzebna jest ludziom słabym, którzy nie mają mocnego gruntu pod nogami, nie wierzą w siebie. Ja wierzę w siebie, w swoją intuicję, w swoje siły i talenty. Wierzę w to, żesam potrafię wpływać na swoje życie, chociaż bezsprzecznie jest cała masa czynników, wobec których człowiek okazuje się bezradny. Jarosław Mogutin from Sarah with love 2011-12-19 21:12:22 skomentuj (2)
* nie dotyczy seriali z Iranu, Ugandy i Polski from Sarah with love 2011-11-28 15:40:31 skomentuj (2) w ramach poprawy humoru oglądamy to:
a następnie to:
I już jest ciut lepiej. W razie potrzeby powtarzać do skutku :) from Sarah with love 2011-11-24 22:18:51 skomentuj (0) Troche jednak lekarze nakłamali w kwestii operacji, może i była mniej inwazyjna niż planowali pierwotnie, ale na pewno bym tego pod laparoskopię nie podciągnął. W każdym razie blizny sa solidne, szwy zresztą też, bo dosyć szybko ją wypisali i teraz siedzimy w grupie: ja , maman i szwy. Za tydzień dopiero je zdejmą, więc jedzie w trybie mocno oszczędnościowym, a ja w związku z tym marysiuję. Co samow sobie nie jest żadnym problemem, ale nie przestaje mnie zadziwiać, ile czasu sie poświeca na codzienne krzątanie. W sumie na Hawajach też sam się krzątałem, ale tam w trybie trochę leniwym, a tu mam trochę narzucony dryl, więc nie ma opcji 'niekcemisie'. Ale i tak glownie się cieszę, że operację mamy z glowy i że chyba poszła dobrze. Znaczy się po rozłożeniu i złożeniu matrix nie została żadna sprężynka ;) from Sarah with love 2011-11-06 16:49:46 skomentuj (0) Urodziny zacząłem od zawiezienia matrix do szpitala :/ Po typowo polskim zamieszaniu udało sie ustalić, że jutro idzie pod nóż. Trochę się cieszę, bo: - nie było pewne czy lekarze zdążą ją wpisać w grafik przed długim weekendem, co oznaczałoby tydzien bezsensownej hospitalizacji (swego czasu sam tego doświadczyłem, właśnie w zwiazku ze Świętem Zmarlych) - przerzucili ją nawet na pierwszą turę operowanych, więc nie będzie się dobijała myślami w ramach oczekiwania - po dzisiejszej tomografii zmieniono plany i zamiast wielkiego rozcinania, będzie taka trochę bardziej rozbudowana laparoskopia. Mam nadzieję, że to dobry znak i że zmiany na zdjęciach okazały się nie tym, czym sie wydawały były ;) ale oczywiście się nie znam i byc może to znaczy coś zupełnie innego.
Ale trochę sie nie cieszę, bo tym razem mam jakieś niefajne myśli i obawy. Czasem się zdarza nawet takim hurraoptymistom jak ja. Niech już będzie ten piątek. from Sarah with love 2011-10-27 23:31:14 skomentuj (1) może żalosne jest wklejanie tego samemu sobie, ale co mi tam :)
from Sarah with love 2011-10-26 01:41:19 skomentuj (3) MMII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMIII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMIV I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMV I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMVI I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMVII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMVIII I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII MMIX I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
|